[ Pobierz całość w formacie PDF ]

sę, więc nie musiała się martwić, czy starczy pieniędzy na kolejny posiłek.
- Matka wpadła na moje ósme urodziny i na tym się skończyło.
- Dlaczego cię zostawiła? Potrafisz to wyjaśnić?
- Okazało się pózniej, że chciała poślubić swego szefa, ale nie zdobyła się na to,
żeby mu powiedzieć o trójce dzieci oddanych na wychowanie obcym ludziom. Kiedy się
oświadczył, podpisała zgodę na adopcję, zrzekła się wszelkich praw i w ogóle przestała
się nami zajmować.
- Wiedziałeś o tym, kiedy byłeś mały?
R
L
- Nie, opiekunowie próbowali mi wytłumaczyć najoględniej, jak się dało, że matka
nie jest w stanie się mną zajmować, więc sąd się o mnie zatroszczy. Wszystkie oko-
liczności poznałem dopiero, gdy zostałem prawnikiem.
- Wcześniej naprawdę nic nie wiedziałeś?
Znowu utkwił wzrok w szybie i patrzył uparcie na białe chmury widoczne w odda-
li. Ciszę zakłócał tylko jednostajny szum silnika.
- Mack...
- Starałem się o tym zapomnieć, gdy jako nastolatek tułałem się po cudzych do-
mach, gdy stawałem na głowie, żeby skończyć studia, gdy poznałem ciebie. Próbowałem
wymazać ją z pamięci. Nie znałem całej prawdy, ale domyślałem się, że porzuciła mnie i
moje siostry jak niepotrzebny balast, który wyrzuca się za burtę.
Jenna bardzo mu współczuła i miała wrażenie, że teraz trochę lepiej go rozumie.
Nie była pewna, czy ma się z tego cieszyć. Gdy o nim myślała, targały nią sprzeczne
uczucia. Powinna pamiętać o cierpieniach, których mógłby jej znowu przysporzyć.
- Przez całe życie marzyłem o wielkich pieniądzach. Jestem chyba podręczniko-
wym przykładem, bo sądziłem, że majątek uchroni mnie od takich strat, jakich doznawa-
łem w dzieciństwie. Urzeczywistniłem swoje marzenia, zarobiłem mnóstwo pieniędzy,
ale to mi wcale nie pomogło.
Serce Jenny ścisnęło się z żalu. gdy pojęła, co miał na myśli. Właściwie był życio-
wym bankrutem. Stracił kontakt z matką i siostrami, rozstał się z żoną.
- Kiedy uświadomiłem sobie, że pieniądze nie dają szczęścia, wynająłem prywat-
nych detektywów, żeby pomogli wyjaśnić, co mnie właściwie spotkało, kiedy byłem ma-
łym chłopcem.
- Odnalezli twojÄ… matkÄ™, prawda?
- Tak. - Mack kiwnął głową. - Pojechałem do Long Beach, gdzie osiadła, zadzwo-
niłem do niej. Zgodziła się na spotkanie w holu mojego hotelu.
- Kiedy się widzieliście?
- Przed dwoma laty. Była taka... drobna. Sprawiała wrażenie przygaszonej i bardzo
znużonej. Wydała mi się bardzo smutna. Płakała i zapalała jednego papierosa od drugie-
go. Powinienem był wtedy objąć ją i pocieszyć, ale nie mogłem się zdobyć na to, żeby jej
R
L
dotknąć. Wyznała mi, że mąż nie wie o Bridget, Claire i o mnie. Nie miała pewności, czy
teraz będzie w stanie powiedzieć mu prawdę. - Mack westchnął ciężko. - Dziwna rzecz,
przez tyle lat uważałem ją za potwora, za wyrodną matkę, ale kiedy na nią popatrzyłem,
zrobiło mi się jej żal. Zdawała sobie sprawę, że tamten postępek był karygodny. Prze-
czuwała, że gdybym nawet darował jej tamte winy, na pewno ją znienawidzę, gdy do-
wiem się, na czym jej zależy.
Jenna od razu się domyśliła, co za chwilę usłyszy.
- Nadal nie chciała nic mówić swojemu mężowi.
- Owszem.
- Co jej odpowiedziałeś, gdy poprosiła, żebyś dochował sekretu?
- Zgodziłem się.
Jenna po raz kolejny uświadomiła sobie, czemu go kocha.
- Biedny Mack.
- Cholera jasna, nie miałem innego wyjścia! Czy mogłem oznajmić, że jej nienawi-
dzę i nie chcę mieć z nią nic wspólnego?
- Wielu ludzi tak by postąpiło.
- To głupie - stwierdził. - Kiedy jej szukałem, spodziewałem się przecież takiego
obrotu sprawy.
- I co dalej?
- Jesteśmy w kontakcie. Wykupiłem dla niej skrzynkę pocztową, bo strasznie się
bała, że mąż znajdzie listy i dowie się o moim istnieniu. Przysyła mi... różności.
- To znaczy?
- Prezenty. - Mack był wyraznie zakłopotany. - No wiesz, kiczowate bibeloty na
urodziny, skarpetki na Gwiazdkę. Chętnie zamawia okolicznościowe paczki żywnościo-
we z salami i serem pakowanymi w drewniane skrzynki z logo firmy wysyłkowej. Dosta-
ję też stroiki ze sztucznych kwiatów i ziół oraz kosze świątecznych przysmaków. No
wiesz... zestaw serów, wędzone kiełbaski. Matka często przysyła mi takie upominki.
Jenna miała łzy pod powiekami, ale nie rozpłakała się, bo Mack nie znosił, żeby
kobiety okazywały mu litość. Opanowała się i powiedziała z pozoru beztrosko:
- Nie wiedziałam, że lubisz takie smakołyki.
R
L
- Polubiłem jej z konieczności. Sam również staram się jej pomóc.
- Dawałeś pieniądze.
- Z pewnością by ich nie przyjęła. Twierdziła, że jej i mężowi dobrze się powodzi,
więc niczego ode mnie nie chce. Prosiła tylko, żebym napisał od czasu do czasu i po-
wiedział, dokąd może przesyłać paczki.
- Czy wtedy już chorowała?
- W ogóle nie wspomniała o swoich chorobach.
- Mówiłeś, że ostatnio bardzo zle się czuje.
- Przeszła zawał serca. Skończyła pięćdziesiąt dwa lata. więc nikt się tego nie spo- [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • sliwowica.opx.pl
  •